jak miałam 12 lat to dostałam od świętego Mikołaja dyskografię Guns'n'Roses, i "Appetite for destruction" było przez dłuższy czas moją ulubioną płytą... aż do czasu poznania nowej obsesji tamtych lat, tzn. Nirvany. Znienawidziłam G'n'R bo, jak przeczytałam w jednej z niezliczonych biografii Kurta, Axl go obrażał i zwyzywał. Moja pierwsza dziewczyna kochała Axla, czym specjalnie wzbudzała moją zazdrość. Ten ogromny ładunek emocjonalny znacząco może wpłynąć na moją opinię o tym albumie
Pressing play teleported me to a teenager's room, making me feel nostalgic for a time and life I never experienced.... This album is good as background music; the songs blend into each other, creating a coherent, dreamy soundscape. Personally, I’ve never really got on with that sort of music, nie włączyłabym sobie tego sama z siebie, wrzuciłabym taką muze do wora "co-worker music" a wór do jeziora
TUUU tuu pa pa pa pa pa pa pa pa pa....
With albums like this, I really appreciate that English isn't my first language, because I can simply turn off my brain's ability to understand the lyrics. If I understood the lyrics, I wouldn't be able to listen to it. I love it musically, but I hate it lyrically.
I gave the album a fair shot, I played it twice, but I just couldn’t fully engage with it. In a way, that might have been for the best, because once I started paying closer attention to the lyrics, it actually put me off.
What really stood out to me was the way women are portrayed. It often feels reductive or dismissive, which makes parts of the album uncomfortable to sit with. On top of that, there’s a strong romanticisation of the American South that leans into a kind of Lost Cause narrative—framing it as a place of elegance and honor, while glossing over the historical realities tied to racism and oppression.
At times, elements that feel connected to that history are presented almost as “charming”, which doesn’t sit right from a modern perspective. Altogether, it creates a disconnect for me: even if the music itself is influential or well-crafted, the themes and imagery make it hard to appreciate without reservation.
-------------------------------------------
co to ma być? jacyś kanadyjczycy udają amerykanów ktorzy romantyzują czasy niewolnictwa?
listening to this I feel like someone's dad (czyjś stary)
speaking of dads, Bono is probably coldplay's dad
muzyka typu przyjeżdża ciocia i daje w prezencie pokrowiec na karty kredytowe
nie jesteś stara jak masz 25 lat
muzyka jak z filmów romatycznych że bohater patrzy w księżyc i myśli o dziewczynie a ona też patrzy wtedy
co jak co ale Adele jest fajna do śpiewania sobie
Na początku dobrze buja, ale w drugiej połowie energia trochę klapnie. Nie lubię, jak w utworach są dźwięki płaczącego dziecka (zamknij ryj). Słaba wersja "I heard it through the grapevine", bez charyzmy, koniecznie posłuchajcie sobie wersji w wykonaniu The Slits. Należałoby dodać, że mimo tej krytyki to solidna płyta, zajebisty groove.
Przez większość czasu dobrze się słucha, ładny ma głos. Momentami brzmi jakby śpiewała w teatrze. Akompaniament to takie przygrywki jak z paryża, a czasami z prerii, sama nie wiem czy to dobrze. W niektórych piosenkach, na końcówkach w kółko powtarzane te same słowa, które zamiast brzmieć jak przyjemna mantra to wyrywają człowieka z zasłuchania tzn. saaaaaaaaveee meee saaaave meee saaaaveeee meee; constant carving haaaaaaas always been, haaaaaas always been, haaaaaas always been…. Mogłaby wymyslec jakis inny sposób na zakończenie utworów to by było przyjemniej
No prawie tak samo dobre jak oczy zielone Zenka. Swoją drogą już nie mogę się doczekać jak Andre zacznie na swoich koncertach śpiewać oczy zielone... będzie hicior
jak coś z taką halloweenową okładką może brzmieć jak słabo
nie mogłam się zmusić żeby przesłuchać ten album a jak już to zrobiłam to akurat w dzień migreny, więc będę bardzo surowa!!!!!
wokal nieprzyjemny, w barrytown i charlie freak robi dziwne akrobacje głosowe.
muzyka typu prank, instrumenty to:
- pianino zabawkowe z kiosku
-dzwonki sań mikołaja
-kazoo zamiast saksofonu
-klaskanie
może nie są to bangery ale bardzo solidny album
MEGAN TRAINOR MIALA RACJE
na pierwszy rzut ucha przyjemny
ale są momenty gdzie już nie jest tak gładko, np. I'm set free przeradza się w trzeszczenie i jęczenie
dżizas prawie skipnięte bo neruwuje mnie takie stękanie
może byłby większy chill jakby oni nie śpiewali?
dobra cofam to żeby nie spiewali
bo murder mistery jest świetne
ten album brzmi jakby nagrał go spongebob, ma bardzo kańciaste brzmienie posypane szczyptą głupotki
skład zespołu:
Sandy wiewiórka przygrywa na tym pianinku z rurą do dmuchania
Gary ślimak gra główne skrzypce w "Warszawie"
Spongebob na gitarach
Córka pana kraba Perła na perkusji
tylko Skalmara brak....
yarrrrr!!!
jestem już niepraktykującą alkoholiczką i nie pijam już guinessów do odcinki, więc nie mogę tego docenić w pełni
no, może jest w tym coś więcej ale ciężko przebrnąć słuchając tego w pracy zamiast w tawernie
mogli też więcej dać do pośpiewania tej dziewczynie
PS Polskie szanty są lepsze