Reviews (page 13 of 13)
Czy okladka moze uprzedzic o tym co znajdzie sie na plycie, bo mam wrazenie ze w tym wypadku wlasnie tak bylo, pan Tom Petty, jak przypadkowo dobrane nazwisko, oraz ekipa lamaczy serc splodzila album ktory brzmi jak wzorzec popowego rockowania, chociaz jak na lata 76 to troche pozno na takie odkrycia, bo popowa muzyke zaczynaja przejmowac synthowe brzmienia, ktorych tutaj nie jest jeszcze az tyle, bardziej klasyczny rok vibe, ale jednak wystarczajaco popowy bez zadnych ekstrawaganckich solowek czy liryki mogacej zawierac w sobie cos wiecej niz pierdolenie o szopenie, od poczatku do konca sluchajacy jest prowadzony po komulaly kultury rokowej, wiec songowanie o kobietach dla kobiet od poteznej persony pana Pettiego, ktorego mozna podziwiac na okladce i na pierwszy rzut oka widac, ze to prawdziwy zlodupiec, ktory nie jedno niewiescie serce polamal takim materialem, ktory jest jego debiutanckim albumem, wiec nazwa odwazna, za ktora nie kryje sie nic ciekawego, sposrod czterech heartbreakerow wyrozniaja sie Mike Campbell gitarka ktora mozna uslyszec u pana dylana na kilku albumach i Stan Lynch drumujacy bedacy studyjnym grajkiem z dosc pokazna dyskografia, ale na tym albumie dopiero zaczyna przygode z drumami co takze slychac, wiec zarowno muzycznie jak i lirycznie niczego nadzwyczajnego nie da sie doszukac na krazku, na plejke dodam kawalek bedacy najwiekszym hitem bandy, ktory zamyka caly album, to jest american girl, ktorego mozna kojarzyc z milczenia owiec
The worst of Tom Petty
Half a star for American Girl, half a star for the hot woman on the cover
Not my stuff baby.
Don't like the rock-country style
No