1001 Albums Summary
Rating Distribution
Rating Timeline
Taste Profile
Breakdown
By Genre
Tap a bar to see the albums behind it
Top Styles
Tap a bar to see the albums behind it
By Decade
By Origin
Albums
You Love More Than Most
| Album | You | Global | Diff |
|---|---|---|---|
|
Sweet Dreams (Are Made Of This)
Eurythmics
|
5 | 3.24 | +1.76 |
|
Francis Albert Sinatra & Antonio Carlos Jobim
Frank Sinatra
|
5 | 3.27 | +1.73 |
|
Sunday At The Village Vanguard
Bill Evans Trio
|
5 | 3.3 | +1.7 |
|
The Man Machine
Kraftwerk
|
5 | 3.31 | +1.69 |
|
Suicide
Suicide
|
4 | 2.46 | +1.54 |
|
So
Peter Gabriel
|
5 | 3.53 | +1.47 |
|
Penthouse And Pavement
Heaven 17
|
4 | 2.61 | +1.39 |
|
Sheer Heart Attack
Queen
|
5 | 3.62 | +1.38 |
|
Hounds Of Love
Kate Bush
|
5 | 3.63 | +1.37 |
|
Remain In Light
Talking Heads
|
5 | 3.68 | +1.32 |
You Love Less Than Most
| Album | You | Global | Diff |
|---|---|---|---|
|
Close To You
Carpenters
|
1 | 3.13 | -2.13 |
|
The Trinity Session
Cowboy Junkies
|
1 | 3.08 | -2.08 |
|
American IV: The Man Comes Around
Johnny Cash
|
2 | 3.86 | -1.86 |
|
Beggars Banquet
The Rolling Stones
|
2 | 3.6 | -1.6 |
|
Tragic Songs of Life
The Louvin Brothers
|
1 | 2.58 | -1.58 |
|
Illinois
Sufjan Stevens
|
2 | 3.5 | -1.5 |
|
Blonde On Blonde
Bob Dylan
|
2 | 3.48 | -1.48 |
|
Dirt
Alice In Chains
|
2 | 3.47 | -1.47 |
|
Live!
Fela Kuti
|
2 | 3.44 | -1.44 |
|
It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back
Public Enemy
|
2 | 3.36 | -1.36 |
5-Star Albums (14)
View Album Wall1-Star Albums (3)
All Ratings (280)
good but 2 hours? how
Listened, but with some difficulties. Not worth it.
don't talk to me ever again, i just found a new masterpiece
I got older by 10 years before the second song ends.
Gods, please save me from further country experience.
In my 'Old Man Music' era.
I wasn't ready for this.
no scale for brian eno
What men will do instead of going into therapy: Johnny Cash version.
I like weird, I like screaming, I like circus altough I don't like this :(
I wish I would listen to some albums for a living because I'd ask for a big raise after listening to this one.
Hate to say that but country makes me peaceful. Sometimes.
The Arc of 'must be nice to be a man and making boring music just because you can' goes on and is going to wreck.
Listening to harmonica is as pleasing as listening to a chalk scratching over blackboard. Maybe the lyrics are worth listening, although I CAN'T HEAR THEM OVER THIS DEVILISH TOOL
Finally something nice in the leage of 'must be nice to be a man and making boring music just because you can'.
I'm not sure if Paul was a good musician, but for sure he was a charmer.
Relatively good album, maybe nothing new in 'Old Dad Music' era, although i liked it? Solid 3.
🙄
Damn, I tried to tell myself that this album is not so emotionally loaded for me but hell, it is. And so goddamn good piece of music from that moment in time. So good to be back (i've never left).
Thank you coffee shop music, I think?
I can't listen to that kind of music, I'm not sensitive enough, don't understand, not in my field of interest, just no.
🤬🤬🤬🤬🤮🤮
I am actually tired of the amount of 2's already spent on this project.
If I ever became a funkadelic hippie this will be my smasher. Hope it will never happen.
I meeeaaaaan....I don't know? Came with high expectations biased on good reviews and I'm kinda disappointed? After Nick Drake ballads I'm not the same, this felt kinda similar but nothing outstanding for me.
'I knew a girl who came from Villa Luz, had a house filled with religious regret and infinite debt...'
Tired.
Yes, that's what I am talking about in the case of progressive rock. Love, love, love.
Alright. This is something new for me, something good for me!
And that's my music!
Lately I acknowledged progressive rock as one of my favourite generes in music although I'm very far from acknowledging King Crimson for the greatness of this album. It its a big thing, it is something revolutionary, but I will die on a grave with opinion that I...simply don't like it.
So far from the spectrum of my music limitless love, I can't stand it. At least I know my hard limit in music and it's this album.
YES, YES, YES
Oy, compania, Puerto RIco, Colombia, ratataa...
Oh boy and I mean literally
Thank you coffee music again
I mean, after 1st song it was bad, than it wasn't and then I was praying for it to end.
Washing machine fixing album.
I want to scream. Dear diary, today 'm grateful for this album has a quick end.
Not my vibe in jazz, although I like the Sunday music.
Nice, chill, long, vibes.
As my wife said: it's gettin' harder
Imma certified international playboy now
URGHHH AAAHH YES PLEASE
Mhm, Nick Cave could never.
I mean, it's not my vibe, but! The concept, the vibes, the music and the lyrics are a solid 4. for you, Mr.SlimShady.
Proto grunge is for expiriencing and about feeling the music, nothing more. That's why it was so powerful back in its time. And still is!
Surprisingly good, I am shook.
🌸💐🥀✨🌙💜
So far the most surprising and unpredictable album on the list. Do random? And fun? And just the joy of making and listening to music, what a wonderful experience 👁️👄👁️
Classy, bougie, nasty 💅
This year is called 'In my dad music era' and the examples so far are quite satisfaing. Melodic, good lyrics, and the guitars are saying for themselves. Solid 3 for it is not my genere.
I mean, should it really be on the list?
enraged me so much 🤬
Shocking, my first Bjork album ever and definitely will stay for longer, beautiful.
😴
Alright, I was very opponent to their music since their beginnings until this day. This is deep, emotional, sublime even, like a trip to frosty fairyland. Will listen more often.
During my indie era I was never a Beach House girl and now it was a reminder why 💁♀️
Love you bat-girl 🖤🦇🥀
I don't know, are you?
Cool, I hate singer-songwriters with no concepts., see you never.
It was a time to BE ALIVE. What a moment in alt music, DAMN. What an iconic album, and the nostalgia is speaking through this review, goodbye.
uh-um 🥰🌚🌘✨🔮
🎷🎶🥰
exactly, nothing shocking
WHAT🤯😱🫨
Bardzo fajny klimat, aczkolwiek nie rezonujący ze mną, muszę dać K. do przesłuchania i to chyba byłaby dobra płyta do czytania "Wszyscy wiedzą..." Jill Leovy.
Nah, jednak nie lubię Elvisa tak bardzo jak mi się wydawało.
I love my golden, classy queen 🥧⭐️🏆
damn it, girl🔥
Alright, it's only forth song but the vocals? and the vibes? definitely mine, will listen more 🎸
ale banger
smash 🎀👙🌷🦩💐
Uu-wah, this reminds me of Fleet Foxes but more mature and drowned in endless sadness, very good album.
IDK MAN
Nie wiem, jest tu jakiś potencjał, ale chyba nie dla mnie do odkrycia. Od pierwszego kontaktu z tym zespołem mam dużo wątpliwości wobec wszystkiego. Wysłuchane, bez większych fanfarów.
Czy my oceniamy te albumy bo są naprawdę dobre, ciekawe, nowatorskie czy po prostu lubimy osobę, która je nagrała? Bo imo poza trzema bangerami to nie jest najlepszy Bowie, i said what i said.
Favourite Radiohead album FOR A GOOD REASON.
I tried, I gave chances. But if the song is called Horseleg Swastikas, how can I be good judge? Maybe Transylvania Blues was worth my time and that's it.
Such a nice album I'm glad i spend it with you 🎶
spare me please, I AM BEGGING
Co za koszmar, co mówiłam o przyszłych doświadczeniach z country? Oszczędźcie mnie, błagam.
Nie doceniałam tego albumu dość długo, a na deszczowe poniedziałkowe przedpołudnie w biurze wjechał akurat. Bardzo miłe chłodne taneczno depresyjne brzmienie.
Nie mogę oceniać The Cure, a zwłaszcza tej płyty, bo płynącego z niej smutku nie można ocenić, można to tylko przeżyć.
Ale banger
No nie wiem, poczytałam o tej płycie, faktycznie coś tu nie tak, ale jak mam ocenić tylko muzykę, a to też mam zamiar zrobić, to okazało się że znam trochę tej płyty, całkiem buja, ale nie wrócę do niej pewnie do świętego nigdy.
Z wielkiej trójcy, to chyba nie jest moja ulubiona, zdecydowanie. Ale zawsze dobrze zanurzyć się w tym tajemniczym świecie.
Z dotychczasowych płyt tę jako jedyną dało się nawet normalnie wysłuchać, ale to tylko dlatego, że nie było aż tyle harmonijki w melodiach. Jeśli Bob Dylan przestanie mieć nie-fanów swojej muzyki, to znaczy, że umarłam.
Jesteśmy na strike’u naprawdę dobrej muzyki! Long live the punk 🥀🥃🎸🧨
Trochę zbyt monotonna dla mnie, ale za to prawdziwa, porządna godzinna przejażdżka przez soulowe ballady i piękny głos. W sam raz na gorący dzień.
Bardzo, proszem ja was, interesująca płyta. Rockowo-nowofalowa, ale nie aż tak oczywista, z radością do niej wrócę.
No nie wiem, dobrze się słuchało, ciekawa interpretacja: „Bjork jednak wybrała rocka zamiast oniryzmu”. Ale chyba nie wrócę do tej płyty szybko.
Trochę lepsza przygoda niż dwie poprzednie, natomiast wiem, że Beck'iem się nie polubimy na stałe, doceniam, ale nie polubimy.
Całkiem ciekawe doświadczenie, nie mogłam przestać vibe'ować w stylu Richarda i Adele z Grey's Anatomy.
Powiem tak: z całej dotychczasowej plejady z Radiogłową to jest najcięższa w wysłuchaniu i odbiorze płyta, co oczywiście nie zmienia faktu, że to dobra płyta. Tylko w ich skali - nienajlepsza.
Nie ma co oceniać, genialna płyta, nawet poza głównymi singlami, perełka roku 1985, nie zestarzała się ani o sekundę.
Wyjątkowo kojący głos ma ten pan, taki idealny na długie posiedzenie w kawiarnii w deszczowy dzień nad żmudną książką. A płyta spójna muzycznie, dojrzała tekstowo i bardzo przyjemna w odbiorze. Pewnie nie wrócę, ale pojedyncze momenty uhonoruję na 'Chill na podłodze'.
Bardzo miła, przyjemna płyta, porządny brit-rock i tego nie można im zabrać. Bittersweet Symphony jest równie przeklęte co Wonderwall, pa.
Mój najlepszy przykład w grze "nie lubię ciebie, ale lubię twoją muzykę". Aczkolwiek ta płyta średniawka, Steven umiesz lepiej.
No co mogę powiedzieć? Na tej liście są tak odległe klimaty w muzyce, a bardziej w czasie i miejscu w jakim powstawały, że nie jest mi dane docenić czegoś, co bazuje na jakiejś lokalności. Miła płyta, aczkolwiek dla mnie okazało się to zbiorem 'white noises'.
Jakościowa płyta i jakościowa muzyka, wszystko do siebie pasuje, po tytule płyty wiadomo o czym będzie, cudowna charyzma Jarvisa, ale nie umiem dać więcej niż mocne 3.
Kocham cię Patti, kocham wszystko co robisz, co piszesz, co śpiewasz i sobą reprezentujesz. Buzi w czółko. 😘
Podtrzymuję to, co powiedziałam wcześniej odnośnie postaci Davida vs jego muzyki. Not my fav era, ale i tak świetna płyta.
Ta dziewczyna zaskoczyła mnie już w zeszłym roku absolutnie wspaniałym występem na żywo - energia, klasa i zajebista muzyka. A teraz jeszcze ta płyta? Świetna jest, ma mocne momenty, trochę chillu, fajne teksty. No i produkcyjnie słychać, że jest mocno. Super, wrócę.
O, no i to jest moja muzyka. Surowa, prosta, mocna i niegrzeczna.
Wyjątkowo ciekawa płyta, nie słyszałam wcześniej o tej grupie, a muzycznie słychać sporo inspiracji/wpływów z różnych styli i dekad w muzyce, aczkolwiek z zachowaniem stylu który nazwałabym "90s britpop-dance-electronica'? Koniecznie wrócę, miłe odkrycie.
Bardzo ładnie pan Kanye zagrał w niedzielne popołudnie, nie spodziewałam się tak "miłej" płyty z jego strony. Natomiast nie zmienia to mojego zdania na temat jego jako osoby, i nie, nie można oddzielić artysty od jego twórczości. Płytę oceniam dobrze, ciebie nie.
To jest płyta, która może nie jest najlepsza do słuchania w słoneczny dzień, ale jestem pewna, że byłaby cudowna do wysłuchania na żywo, o bladym świcie w jakiejś zapomnianej przez boga przestrzeni w ramach nieznanego festiwalu. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, bo mi się podobało, było tylko ciężko przyswajalne i to jest jedna z tych płyt, którą ciężko ocenić w skali 1-5, bo jak ocenić skalę brzęczenia? Wow, to była głęboka myśl.
Bardzo się wynudziłam, mimo, że to jest mój gatunek i dobry artysta, natomiast nie ma w tej płycie nic, co przyciągnęłoby uwagę na dłużej. No, może poza abstarakcyjną długością utworów, które bez powodu dłużą się w nieskończoność.
Czekałam aż ta płyta pojawi się w zestawieniu i doczekałam się. Zasłużone pochwały. Bardzo podobała mi się różnorodność w muzyce, ale jednocześnie spójność w całości. No i w końcu ta wrażliwość w słowach i nastroju. Piękna płyta, będę wracać.
Dziwne. Niby tłuczenie garnkami, a jednak wchodzi dobrze. Pozdrawiam moich rodziców, którzy pokazali to swojej ośmiolatce i liczyli, że w przyszłości wszystko będzie normlanie.
Wszystko co mówilam o country nie dotyczy tej płyty i tej Pani. Bardzo, bardzo wielka szkoda, że się zebrała z tego świata. A płyta cudna, taka radosna.
Co za cudowne płyta! Bardzo spodobała mi się wokal, energia Cyndi, temat tej płyty i niektóre aranżacje. Wyśmienicie się bawiłam.
Ale to był fajny czas dla muzyki. Co prawda nigdy fazy na nich nie miałam, ale płyta miła, chociaż nieco monotonna.
Five Leaves Left moim zdaniem było dużo ciekawsze, tutaj zdecydowanie spokojniej, więcej reflekcji, ale nie chce powiedzieć, że nudno. Chociaz trochę nudno...
Spodziewałam się dobrej imprezy, a nie spodziewałam się dobrej muzyki i świetnej imprezy! Co za płyta, aż jestem w szoku. Zapisuję, zostań ze mną na dłużej 🥳
Nie chciałabym się z nikim kłócić, i nie będę, ale to jest chyba jeden z zespołów przesadnie wyniesionych na piedestał w historii rocka. I zanim źle się zrozumiemy, jest tu sporo ciekawej muzyki, naprawdę dobrej w swoim momencie w czasie, natomiast poza singlami niewiele tu się dla mnie broni z tej płyty. Może trochę tekściarsko, ale razem z muzyką niekoniecznie mi się to spina. Poza tym nie mam najlepszej opinii o niektórych osobach z tego zespołu i tak, zginę na wzgórzu broniąc opinii o rozdzielaniu artysty i twórczości.
Zupełnie przypadkiem odkryłam dzięki tej płycie sampla z Kneecap. A poza tym wprowadziło mnie w jeden z moich ulubionych gatunków, super album.
Pamiętam, że miałam kilka podejść do tego zespołu, tak z 10 lat temu i żadne z nich się nie powiodło. To jest kolejne i znowu zawód. I to jest nawet okej, nie wszystko jest na tej liście dla mnie :)
Wspaniała płyta, taka "przydymiona", niegrzeczna. Żadnego pominięcia.
Kocham Kraftwerk, a gdybym miała polecić tę płytę, to poleciłabym ją jako idealną ścieżkę dźwiękową do czytania Dzienników Gwiazdowych Lema 🚀
Nie, szkoda mi czasu na country, w dodatku ballady country, skoro wiem, że w tym gatunku nic dobrego się dla mnie nie wydarzy. Buźka, pa.
Bardzo miły poranek spędziłam w towarzystwie tej płyty. KC prog rock.
To jest jedna z najcudowniejszych płyt wszechczasów i naprawdę, wszystko jest tutaj doskonałe. Konstrukcja płyty jako całości, poszczególne kawałki, budowanie nastroju, ale najmocniejszym punktem niewątpliwie jest Listening Wind. Boże, to nagranie to jest lewitacja dla ciała, ducha, wszystkiego. Kocham Talking Heads, kocham tę plytę, chcę być tą płytą jak dorosnę.
O rany, ale się spocił ten ziomek, a wcale nie powiedział nic sensownego. Nie zapamiętam na długo, pewnie nigdy nie wrócę do tej płyty, nawet nie wiem czy odzyskam te pół godziny z życia.
Ale miła przypominajka, do roku bodajże 2011, kiedy odkryłam ccudowny film The Boat That Rocked, który był po brzegi wypełniony The Kinks. Przefajna płyta.
Myślę, że nie mam wystarczającego kapitału kulturowego żeby docenić tę płytę głębiej niż 'przyjemna muzyka z zupełnie obecego mi klimatu'. I nie wiem czy kiedykolwiek osobie z tej części Europy będzie to dobrze grało. Ale niedziele miło spędziłam!
Bardzo podoba mi się tendencja do synchronizacji tych płyt z pogodą w jaką wypadają. Dzisiaj akurat jest paskudny, szary jesienny warszawski poranek i ta płyta, swoim brudnym brzmieniem, surowym wręcz, doskonale mi się zgrała z drogą do pracy. Może nie będziemy besties, ale Kim Gordon, u are A WOMAN.
Za duże stężenie tego zespołu w zbyt krótkim czasie, a dopiero chwilę temu pisałam co mam na ich temat do powiedzenia. Nic od zeszłego tygodnia się nie zmieniło, ta płyta nie naprawiła naszej relacji, wręcz zaliczamy kolejny spadek. Ale dobrze, może jeszcze przyjdzie na to czas.
Nie miałam żadnych oczekiwań wobec tej płyty, właściwie to nawet spodziewałam się czegoś zupełnie innego, więcej dziwnego reggae, a tu bardzo miłe zaskoczenie. Sporo wpływów z różnych gatunków, a to wszystko w takiej "rozpływającej" się aurze, trochę chillery na ziółku. Mimo to dobre wrażenie, ciekawe odkrycie.
Morze, bezkresny ocean, bardzo ładnej i bardzo sennej muzyki. Tak, chcę powiedzieć, że musiałam wyłączyć w trakcie, bo zaczęłam zasypiać. Dobranoc.
Och bogowie, to jedna z ważniejszych płyt dla mnie w ostatnim czasie, nie bez powodu oczywiście. Pierwsze czarownica i wisienka na torcie muzycznych egzorcyzmów. Pierwsza połowa skonstruowana z dobrych, popowych piosenek, a potem robi się tylko ciekawiej, "strona B" to porządna historia tonięcia i to jak napisana! Kocham tę płytę, 5-tka bez zastanowienia.
Coraz bardziej mnie męczą te klasyki rocka.
Trochę dziwi mnie wybór akurat tej płyty do zestawienia, bo Born To Die, jeśli bierzemy jedną płytę z dorobku Lany, jest akurat dużo bardziej reprezentacyjny dla tego, kim ona jest i co robi w muzyce. Ale do rzeczy - to jest dobra płyta, w jej skali i w ogóle w swoim gatunku i klimacie 'old money daddy fucking wannabe'. Lubię Lanę i jej zakręconą osobowość w muzyce, dlatego godnie też oceniam ten album.
Dobrze, teraz porozmawiajmy o tym jak mocną kartę wrzuciło Japan do rozgrywki w kategorii New Wave. Moim zdaniem mocno niedoceniony zespół, ale trochę przyćmiony przez Duran Duran w swoim czasie. Wspaniała płyta, w bardzo grobowym nastroju, zawsze będę ją polecać jako nastrojenie przed Halloween. A w świat Davida Sylviana, tu przewrotnie będzie, wprowadził mnie Xavier Dolan kiedy podsunął singiel „Ghostos”. Co za czas w życiu 👻💀👹
Całkiem dobrze słuchało się tej płyty, przede wszystkim ze względu na spójność stylu w jakim jest utrzymana i charakterystycznego, trochę minimalistycznego, glamo-grania gitarowego. To też jest niewielki minus, bo trochę jest to monotonne granie, i, jak na zespół który puścił tak potężną pieśń jak 'Children of the Revolution' to trochę spokojnie. Ale poza tym przyjemna przygoda.
To jest wielka zasługa tego zestawienia - że pogodził mnie z jazzem. I to nie tylko pogodził, ale sprawił, że sięgam po niego z przyjemności. Do tej płyty chętnie wrócę jeśli najdzie mnie ochota na bardziej klasyczne podejście do tego gatunku, bo naprawdę dużo dobrych rzeczy się tu dzieje. A wspomnę jeszcze, że jest mocne deszczowo-burzowe popołudnie i naprawdę, dzieje się.
Już chyba wiele razy wypowiadałam się tutaj na temat tego jak punk bazuje raczej na emocjach niż na samym tworzeniu muzyki. Chociaż tutaj akurat muzycznie jest całkiem dobrze, ale najlepiej jest tekściarsko. No to jest moja muzyka, mój vibe i tyle. Long live the punk.
Spodziewałam się czegoś innego, możę klimatów metalowych, trash metalowych, patrząc po okładce. A tu coś takiego! Ale dobrze skojarzyłam po głosie z singlem I Would do Anything (...). Bardzo ciekawa stylistyka, sporo się na tej płycie dzieje, wokalnie, muzycznie, aż za bardzo chyba, ale w żadnym razie nie jest to minus. Trochę przypomina mi to muzykę do musicalu filmowego? No ciekawe doświadczenie, mocna postać w muzyce, szkoda, że tak poleciał prywatnie pod koniec.
No i znowu - nie do końca zgadzam się z wyborem tej płyty do zestawiania. Żeby pokazać tak eklektyczny, wyrazisty i ciekawy zespół jakim jest Gorillaz, dużo lepszym wyborem byłoby Demon Days, ale okej, skupmy się na tym. Dobra, ale nie wybitna, spójna, ale najlepsze momenty to jednak single. To i tak nie zmienia faktu, że lubię, wracam i ogólnie topka.
Zaskoczenie! Po okładce spodziewałam się raczej smętnego plumkania, a tu świetna muzyka, nawet okazało się, że znam tego pana! W radości z grania przypomina mi trochę Innervision Steviego Wondera, a jest to duży plus, kocham tę płytę. Idealne do potańczenia i vibe'owania, wrócę.